Czy samotność jest wrogiem czy przeciwnie? Co lepsze, prawdziwa samotność czy udawany związek?
Jest późny chłodny wieczór. Nostalgiczny, magiczny. W tle rozpływają się
nuty ulubionych ballad. To specyficzny czas, spędzam go w ulubionym
własnym towarzystwie z wyboru. Zastanawiam się czy to normalne lubić
samotność? Ja chyba lubię. Lubię być sam, tak jak dziś, kiedy wieczór
płynie moim spokojnym tempem. Rozmyślając, słuchając muzyki i
odpoczywając od spieszącego się do donikąd świata.
Ballada pierwsza – "Kołysanka dla nieznajomej"
"Kochaj
mnie… Kochaj mnie nie przytomnie, jak zapalniczka płomień. Również
jak studnia wodę". Osamotnienie w związku jest jednym z kilku wymiarów
samotności. Prawdopodobnie najbardziej trudnym i smutnym. Można być z
kimś, a mimo to żeglować samemu do kolejnych portów własnej świadomości.
Udawany związek to prawdopodobnie alternatywa, dla prawdziwej
samotności. Czasami pomaga, aczkolwiek często wprowadza w depresyjne
nastroje. Nie miłość, pokrewieństwo dusz, tylko niestety libido, dziś
staje się fundamentem związku. A może tak jest od zawsze… Według mnie
to prowadzi do uczucia samotności, w okresie bycia z kimś. Tak jak w
tekście piosenki "Posłuchaj co twe ciało mówi" zapomina się o sferze
czysto emocjonalnej, skupiając się na fizyczności.
"List do M" – Ballada numer dwa
"Samotność
to taka straszna trwoga. Ogarnia mnie, przenika mnie." Życie w
pojedynkę bywa trudne, ale prawdziwe. Obserwuję zwierzęta. Te słabe
łączą się w stada, by przetrwać najtrudniejsze momenty. Podobnie chyba
jest z ludźmi. Dobierają się w rodziny, by zminimalizować trud istnienia
w oszalałej cywilizacji. Ale czy to znaczy że silne jednostki mogą
pozwolić sobie na izolacje? Nie wiem. Samotność trzeba lubić, inaczej
bywa dekonstrukcyjna. A może to tylko zwykła ucieczka.
W ten
nostalgiczny wieczór nadal rozmyślam czy samotność jest wrogiem czy
przyjacielem. Co lepsze prawdziwa samotność czy udawany związek?
Na świecie istnieje ponad 10 tysięcy religii. Wiele z nich głosi piękne idee, lecz są też takie, które przyczyniają się do cierpienia. Największą z nich jest Chrześcijaństwo. Skupia ponad 2.3 mld wyznawców na całym świecie, jest też główną religią w Polsce. Niedzielne msze przyciągają ogromną ilość ludzi, lecz większość pozostaje w domach. Część nieuczestniczących w cotygodniowych spotkaniach nazywa się ateistami. Inni są wyznają pozostałe religie. Są również ci, którzy nazywają siebie "Katolik, wierzący nie praktykujący"
Czy Katolikiem nie jest osoba, która chodzi do kościoła? Która uczestniczy w sakramentach? Czy Katolik nie chodzi do spowiedzi?
Czy można wybierać sobie poszczególne elementy i nazywać się Katolikiem?
Czy można być piłkażem nie chodząć na boisko? Czy można być nudystą, ale nie praktykować?
Sama wiara w Boga nie tworzy z człowieka Katolika. Przyjęcie dwóch z siedmiu sakramentów również. Skąd się to bierze?
Religia w Polsce jest traktowana jak tradycja. Przekazywana z pokolenia na pokolenie. Od najmłodszych lat wpajana w plastyczny umysł nieświadomego dziecka. Dziecko przez pierwsze lata swojej drogi życiowej nie jest świadomy swojej wiary. Jest w pewnym sensię ateistą. Lecz pod wpływem opowieści rodziny, potem pod nadzorem kapłana w szkolę staje się zwerbowany, nie do końca utorsamiając się z tą religią. Dlatego nie czując tego po pewnym czasie staje się niepraktykującym Katolikiem. Co jest zaprzeczeniem samym w sobie.
Jak mawiał pewien Buddyjski mnich Żadna religia nie powinna stać ponad szcześciem człowieka. Wznieźmy się ponad narzucane nam wartości i wybierzmy to co naprawdę jest dla nas ważne. Nie ma właściwej wiary. Właściwe może być tylko postępowanie, opartę na dążeniu do uzyskania wewnętrznego szczęscia i do pomocy innym. Poczytajmy o Religiach świata, by uświadomić sobie że alternatywa nie jest taka zła.
Gdybyśmy urodzili się w Tybecie byli byśmy zapewne Buddystami. Gdyby to była Afryka, wyznawalibyśmy wielkiego Jojo z gór. Gdybyśmy żyli w starożytnej grecji uczylibyśmy dzieci o potęce Zeusa. Co pokazuje że wiara w większości przypadkach jest zbiegiem okoliczności. Nie bądzmy w pełni odzwierciedleniem środowiska, w którym żyjemy. Czasami warto wznieść się po za bariery granic własnego umysłu.
Wielkimi, często chwiejnymi krokami zbliża się koniec wakacji. Co za tym idzie nieuchronny jest start kolejnego roku szkolnego. Dlatego jako doświadczony absolwent, kilkunastu szkół, mam kilka przemyśleń. Pierwszą zastanawiającą kwestią jest czas spędzany w szkołach. Według przepisów każdy uczeń by otrzymać promocje do następnej klasy, oprócz pozytywnych ocen, powinien pochwalić się frekwencją powyżej 50%. Więc zastanawiam się dlaczego chodzić na darmowe nadgodziny, na których możemy zarobić oceny niedostateczne. Czy nie lepiej wolny czas zagospodarować bardziej kreatywnie. Możliwości jest wiele, a praktycznie są nieograniczone. Słoneczny poranek zamiast spędzać w murach placówki szkolnej, można wykorzystać na odpoczynku nad jeziorem. Wskazane jest też czytanie książek, których treść przyda się w przyszłości. Dbajmy o zdrowie, bo siedzenie na twardych, przestarzałych krzesełkach korzystne dla kręgosłupa zdecydowanie nie jest. Nie wspominając o stresie, który wytwarzany jest przy każdym teście wiedzy. Problem polega na tym że w Polsce coraz mniej nauczycieli, są jedynie egzaminatorzy. Praca ich polega na zadaniu danego materiału, po czym następuje sprawdzań wiedzy. Uczniowie uczą się sami z coraz droższych książek. Nauczyciele w większości przypadków jedynie ową wiedzę sprawdzają. Inna ciekawą kwestią jest utrudnianie życie innym ludziom. Od najmłodszych lat wpajane są zasady że najważniejsze są dobre oceny. Zastanawiam się czy młody człowiek po szkole szukający pracy pochwali się, że w czwartej klasie szkoły podstawowej otrzymał ocenę bardzo dobrą z odejmowania pisemnego. Czy to będzie miało jakie kol wiek znaczenie. Więc dlaczego odbierać dzieciom, dzieciństwo ucząc ich niepotrzebnej rywalizacji na punkty, jednocześnie zapominając o naprawdę ważnych wartościach. Dlaczego karcić i stresować dziecko gdy otrzyma dopuszczający a nie bardzo dobry, jakie to ma znaczenie. Czy dzięki temu będzie lepszym człowiekiem. Nawet nie otrzymanie promocji do kolejnej klasy nie powinno być wielce smutnym wydarzeniem. Nie zmienia to człowieka, nie definiuje jego gorszości. Nie ma wpływu na jego zawodową przyszłość. Gdyż zawodowy sukces nie jest zależny od skończonych szkół, lecz od własnego wszechstronnego kombinowania. Umiejętności radzenia sobie w niewolniczym świecie, w sposób wolnościowy. Nie szukając ładnych stanowisk, tylko samemu je tworząc. Najważniejszy jest luz i dystans oraz nie przejmowanie się mało ważnymi rzeczami. Problemem jest choroba, a nie mała ilość punktów na teście.
Chwilowe, nieplanowane problemy z komputerem przyczyniły się do zaniedbania bloga. Lecz od dziś, wszystko wraca do normy. W poszukiwaniu wolności, gdy niewolnictwo jest normą, trudno odbić się od dna. Na szczęście wszystko jest możliwe. Dlatego nie zmieniając zasad światopoglądowych podążam dalej w przyszłość razem z blogiem. Pozdrawiam ciepło i zapraszam ponownie.
Istnieje pewien pogląd, negujący całkowite dobro i stu procentowe zło. Oba te czynniki w różnych proporcjach, przeplatają się nieustanie tworząc jedną całość. Posługując się owym stwierdzeniem nie powiemy jednoznacznie czy coś jest dobre czy złe. Wszystko jest w odcieniach szarości. Stąd kolorystyka witryny.
Znak anarchistyczny mówi o wolności, lecz nie o utopijnej jej formie. Wolność człowieka kończy się w momencie, gdzie zaczyna się wolność drugiej istoty. Co odrzuca terroryzm i całkowitą samowole. Człowiek nie powinien narzucać drugiej osobie danych zasad postępowania. Powinno się jedynie wyznaczać takie zasady w własnym zakresie. Wszystkie nakazy i zakazy są tylko smutnym następstwem błędnej ewolucji ludzkiego sumienia.
Pacyfka widniejąca w górnej części bloga symbolizuje prze wszystkim brak przemocy. Lecz nie tylko wobec ludzi, również w stosunku do zwierząt. Kwiaty rozproszone po całej powierzchni przeglądarki są nawiązaniem do czasów hipisowskich. Pewnej ich wolności i alternatywnego stylu życia.
Jeżeli chodzi o teksty to pojawiać będą się z częstotliwością rozmaitą. Najczęściej w odstępie czasowym sięgającym 2-3 dni. Podzielone będą na dłuższe, jak dwa ostatnie i krótsze. Obie formy różnic będą się wyborem podejmowanych tematów. Ale to wszystko wyjdzie z czasem. Istnieje możliwość zaproponowania tematu. Chętnie odpisuje na e-maile.
Cytat na dziś:
"Czy potrafisz sam dać sobie własne zło i własne dobro, i swoją wolę zawiesić nad sobą jako prawo?"
Nietzsche
Kolejna w
dzisiejszej cywilizacji, walka o punty, w pewnym sensie dobiegła końca.
A przynajmniej kolejna jej edycja.Czy matura potrzebna jest do
uzyskania zawodowego spełnienia?
Ogólne zadowolenie po ogłoszeniu wyników wśród zdających nie jest
wysokie. Zdecydowana większość maturzystów, marzyła o pięknych
procentach, które godnie ozdabiałyby kolejny świstek w naszym życiu.
Niestety, nie wszystkim owe pragnienia się spełniły. Jednostkowo można
uznać to za porażkę. Lecz jak wygląda temat spojrzeniem ogółu?
Według
prostego rachunku matematycznego wynika, że czym mniej zaliczonych
arkuszy, tym mniej kandydatów na studia. Mniejsza konkurencja podczas
rekrutacji na wyższe uczelnie dla wielu bywa pomocna. Liczba absolwentów
zapewne jeszcze spadnie, a co za tym idzie, procent konkurentów
wysyłających CV, do licznych firm będzie również mniejszy. Gdy danych
fachowców jest mniej, pracodawca zmuszony jest przyciągnąć potencjalnych
pracowników. Najczęściej chodzi głównie o kwestie finansowe. Obecnie
można zaproponować minimalną kwotę, mając świadomość, że na owe miejsce
jest jeszcze kilkaset innych chętnych z równie interesującym dyplomem.
W
grę wchodzi jeszcze drugie podejście do walki, czyli poprawka z
niezdanego przedmiotu. W obecnym systemie szkolnictwa wymaga się
wszystkiego od wszystkich. Matematyk powinien poprawnie interpretować
wiersze, natomiast przyszły poeta, obeznany powinien być w kosinusach. Z
czego wynika, że przyszły Mickiewicz, musi najpierw zaliczyć matmę, by
tworzyć poezje. Cóż, wszystko jest możliwe. Ewentualnie przyszłe tomiki
dotyczyć będą wzorów geometrycznych.
Czym jest matura? Jak mawiał
pewien polityk, matura pełni funkcje odsiewu. Segregacji zdolnych od
tych mniej rozgarniętych. Kilka stresujących godzin decyduje często o
zawodowej karierze młodego człowieka. Szczęśliwy traf lub chwila
zamroczenia również się zdarzają. Poza tym to jedynie kolejny egzamin w
naszym życiu, który dzisiaj zdaje się masowo. Matura jest przepustką na
wyższe uczelnie, prawdopodobnie w takim celu została stworzona. Dlaczego
więc zdają maturę uczniowie, którzy z góry zakładają, że na owe studia
się nigdy nie wybiorą?
Czy prawo jazdy robi ktoś, kto nigdy za kierownicą usiąść nie będzie chciał?
Jaki
los czeka tych, którzy polegli w boju? Mają dwa wyjścia. Udać się w
poszukiwaniu pracy bądź założyć własną działalność gospodarczą, by w
przyszłości zatrudniać rówieśników absolwentów. Tu jest Polska, czyli
wszystko jest możliwe.
W którym miejscu zaczyna się zdrada, gdzie rozpoczyna się zazdrość, a
gdzie kończy się wolność? Co na to moralność, poczucie dobrego smaku,
prestiż i reputacja? Czy zawód striptizerki jest tylko dla samotnych?
Srebrna rura, głośna muzyka i kobieta. Trzy magiczne czynniki, które zmieniają wiele. Uświadamiają, skłaniają do refleksji, często również do czynów. Zachowań głęboko przemyślanych lub całkowicie spontanicznych, nierzadko stereotypowych. Ta profesja budzi kontrowersje, również chaotycznie, sprzeczne emocje. Kim jest striptizerka? Kobietą wyzwoloną, wolną, wyluzowaną. Czy może moralnie upadłą, staczającą się na społeczny margines. Opcji do wyboru jest wiele, a odpowiedzi nie zawsze mogą być jednoznaczne. Zawód do prestiżowych nie należy, nie klasyfikuje się również do łatwych. Aczkolwiek w katalogu dobrze płatnych, lokuje się całkiem przyzwoicie. Prosto nie można odpowiedzieć czy zajęcie to jest moralne. Inną kwestią na dłuższe przemyślenia jest temat, czy należy postępować moralnie. Jeżeli jednak warto, to posiłkując się słynną mądrością, która prawi, że żadna praca nie hańbi, można owy brak moralności wybaczyć.
Czy ten zawód ukierunkowany jest na samotnych jeźdźców, trudno wywnioskować. Wszystko zależy od statusu potencjalnego związku. Czy polega na wzajemnym ograniczaniu się partnerów, wymyślając nowe nakazy i zakazy, niczym produktywny rząd. Czy może istotnie w nim nutka akceptacji, pomocy i szacunku własnych wyborów. Chęć wzajemnego nie ograniczania się. Nie utrudniania drogi do realizacji własnych, często kontrowersyjnych marzeń. Pragnień nie rozumianych przez szare społeczeństwo.
Czy rzeczywiście, w każdym przypadku dbając o związek, budujemy własne szczęście? Czy warto zmieniać się nieustannie według upodobań drugiego człowieka, niszcząc własną osobowość. Może warto odszukać miłość, która akceptuje to jakim się jest. Miłość, która będzie rozciągała się na zalety, ale również i wady. Ideały nie istnieją. A tworzenie ich, jest jedynie zabawą w rodzinę, znajdującą się w różowym domku dla lalek. Sztuczną, nie naturalną, bez charakteru.
Gdzie zaczyna się zazdrość, a gdzie rozpoczyna się zdrada. Jakie czynniki wpływają na zazdrość? Czy jest to fakt oglądania danej kobiety przez setki innych mężczyzn? Gdzie jest granica? Zdecydowanie na na plaży kobiety również mogą zostać "prześledzone" wzrokiem, czy kilka centymetrów kwadratowych dowolnego materiału rzeczywiście tak dużo zmienia? Aż wreszcie: czy uczucie miłości skupia się tylko na sferze cielesnej, czy unosi się do duchowych sfer.
Pytań jest wiele, a odpowiedzi zdają się być nieskończone. Mimo prostego pytania, myśli potrafią być skomplikowane, a wśród licznych jednostek skrajnie zróżnicowane. Co tylko obrazuje jak wiele odmiennych poglądów krąży po świecie. Nigdy nie poznamy, który z nich jest właściwy. Albowiem zawsze z dobru, kryje się procent zła i o dwornie. Świat nie jest zbudowany z przeciwstawnych kolorów, jedynie z odcieni szarości. Dlatego nie powinno narzucać się własnego zdania innej osobie, gdyż nasza prawda może okazać się zwykłym fałszem, w każdym aspekcie niecodziennej codzienności.
Dnia dzisiejszego przeglądając pewne znane forum, natrafiłem na ciekawe
zdanie. Mimo tego że powtarzane często, daje dużo do myślenia. Pozwole
sobie zacytować "A jeśli chodzi o ogół to podobają mi się ładne". Sprawa
dotyczy oczywiście kobiet. Użytkownik forum twierci że podobają mu się
ładne kobiety. Zastanowiła mnie kwestia co oznacza termin ładna kobieta.
Jak ona wygląda i czym się cechuje. Czy istnieje jakiś ogólny wykres,
szablon, który byłby pomocny w ocenieniu ładności niewiasty. Zawsze
przekonany byłem i głosiłem pogląd iż słowa ładna i kobieta się
wykluczają. Gdyż ładne może być opakowanie. Kobieta może być piękna,
ewentualnie wyjatkowa. Nosząc bląd włosy nie powiemy że są ładniejsze
niż czarne. Jedynie stwierdzić możemy, które bardziej nam odpowiedają.
Tak samo ma się sprawa z oczami, ustami, innymi elementami składającymi
się na budowe ciała i duszy. Mówiąc że jedna dama jest ładna, a dróga
niekoniecznie popełniamy błąd. Gdybyśmy powiedzieli że zielony jest
ładny a czerwony jest brzydki również był by to fausz. Nie ma
ładniejszej i mniej ładnej barwy. Są poprostu innne, lecz mimo wszystko
wyjątkowe. Każda wyjątkowa na inny sposób. Akczolwiek kobiety
upodobniające się do pewnego wzoru tracą wyjątkowość. Jedynie powielają
wyjątkowość innych, stając się jedynie marną kopią i jedną z stu tysięcy
jednakowych mrówek.
Ograniczanie wolności przez rozmaite instytucje staje się nieodłączną cześcią naszego życia. Obecna cywilizacja na rozmaite sposoby uśmierca naszą wolność, która już jest na tyle słaba, że praktycznie nie istniejąca. Kolejnym krokiem bardzo dobrze obrazującym owy fakt jest spis powszechny. Typowa spowiedz. Wyznanie stylu życia przed urzędnikiem państwowym, zwerbowanym przypadkowo. Pytania z natury osobistej, które nikogo obchodzić nie powinny, zostają bez skrępowania zadane. Natomiast odpowiedzi zapisane na licznych kartach, trafiają w ręce nieznaych nazwisk i twarzy. Odmawiając udzielenia odpowiedzi czeka na nas surowa kara w postacji grzywny pieniężnej. Odpowiadaj albo płać. O to jest dylemat. Niestety większości dana kwestja nie obowiązuje. Z powodu zarobków oczywistych. Spis powszechny to kolejny krok w drodzę do niewolnictwa.
Czy
koniecznie warto podążać wytartymi ścieżkami kariery zawodowej? Może
jednak alternatywna forma zarobku mogła by okazać się korzystniejsza.
Dająca więcej wolności oraz zwiększająca ciężar portfela.
XXI wieku nowoczesne społeczeństwo w znaczącym procencie kieruje się w
pewną zasadniczą stronę. W kierunku zawodowego rozwoju i co za tym
idzie – pieniędzy. Żądza pieniądza podpowiada stereotypowo, by udać się
w cztery ściany uniwersytetu bądź prestiżowej politechniki. W pewnych
grupach społecznych wiadomo nie od dziś, że wykształcenie jest jednym z
kluczy do drzwi, za którym kryje się gotówka w ilościach olbrzymich.
Praktyki owe kończą się rozmaicie, ponieważ jeszcze większym kluczykiem
do właściwego zamka okazują się znajomości. Można poradzić sobie
alternatywnie, bez otwierania drzwi. Wystarczy je ominąć, bądź
przeskoczyć.
Nie mniej jednak zdecydowana większość maturzystów
nie zadaje sobie pytania, czy zapukać do bram szkolnictwa wyższego, czy
może tego nie uczynić. Zadają sobie pytanie jedynie, jaki kierunek jest
najbardziej opłacalny w czasach obecnych. Co bardzo kolorystycznie, w
barwach białych i czarnych, obrazuje jednokierunkowe spojrzenie na
otaczający świat przez młodych obywateli. Co w przyszłości kończy się
codzienną przymusową podróżą do "wymarzonej" pracy.
Za dawnych
czasów niewolnik otrzymywał jedzenie by mógł wykonywać swoją pracę
przez dłuższy okres czasu. Dzisiaj w cywilizowanych świecie niewolnik
otrzymuje przelew pieniężny, by sam mógł zdecydować, co zjeść.
Natomiast praca ma być wykonywana dalej w określonych godzinach, w dany
sposób. Coraz szybciej i zawsze dokładnie za te samą kwotę. Z
niepewnością na przyszłość. Z brakiem zabezpieczenia na lepsze życie.
Lecz
czy koniecznie życie musi obrać podany wyżej scenariusz smutnego
szarego filmu? Istnieje bowiem nieograniczony wachlarz alternatywnego
zarobku. Wystarczy jedynie spróbować swoich sił w niekoniecznie od razu
wielkim biznesie. Nie trzeba inwestować ogromnych kwot ani czekać
latami na zwrócenie się inwestycji. Lepiej walczyć i przegrywać niż
uciekać od walki. Uchylając się, nigdy nie wygramy, próbując kiedyś na
pewno się uda. Ważna jest nie ograniczona kreatywność, konsekwentność i
systematyczność. Wystarczy tylko minimum odwagi i chęci by odciąć się
od współczesnej formy niewolnictwa jaką jest praca.
